Strona główna Edukacja Opowiadanie: Jak napisać opowiadanie?

Opowiadanie: Jak napisać opowiadanie?

PODZIEL SIĘ

Sprawdź jak napisać opowiadanie, jakie występują jego rodzaje, zapoznaj się z przykładami tematów opowiadań.

Opowiadanie

Opowiadanie to krótka forma wypowiedzi narracyjnej, zawierającej wątek, na który składa się wiele powiązanych ze sobą wydarzeń. Może odtwarzać przebieg wydarzeń z przeszłości, dotyczyć czasu teraźniejszego lub odnosić się do wydarzeń fantastycznych.

Opowiadanie powinno zaciekawiać tematyką, obecnością fikcji literackiej, kompozycją, artystycznym opisem itp. Może zawierać dialogi.

Przeważają w nim czasowniki, które dynamizują dzieło. Są to czasowniki dokonane.

Cechy opowiadania:

  • składa się z trzech, powiązanych logicznie części: wstępu, rozwinięcia i zakończenia;

  • obecność narratora;

  • związek przyczynowo-skutkowy między wydarzeniami, następstwo zdarzeń;

  • forma monologu (może zawierać w sobie inne gatunki, opis, charakterystykę, dialogi);

  • emocjonalny styl.

Rodzaje opowiadań:

  1. Opowiadanie odtwórcze na podstawie lektury, filmu itp.
    Odtworzenie przebiegu zdarzeń. Jest podobne do streszczenia. Zawiera zdarzenia w porządku chronologicznym, te same motywy bohaterów i imiona. Powinno być napisane w sposób ciekawy, obrazowy, tak żeby zaintrygować czytelnika, przy czym sens oryginału nie może zostać zafałszowany.

  2. Opowiadanie twórcze na podstawie lektury, filmu itp.
    Stosuje się je np. w przypadku gdy chcemy ukazać dalsze losy bohatera. Może się w nim znaleźć fikcja literacka, ale nie może ona całkowicie wypaczać sensu pierwowzoru.

  3. Opowiadanie twórcze na podstawie własnych przeżyć
    W opowiadaniach tego typu należy popuścić wodzę fantazji, pisać w sposób dynamiczny, ciekawy i obrazowy, tak aby czytelnik wiedział co autor miał na myśli.

Przykłady tematów:

  • Opowiedz treść wybranego przez siebie filmu/książki/sztuki

  • Moja wakacyjna przygoda

  • Opowiedz losy wybranego bohatera literackiego

  • Tego dnia nigdy nie zapomnę

  • To mój najlepszy przyjaciel

  • Na bezludnej wyspie nie potrafiłbym/potrafiłabym się bez tego obyć

Przykład opowiadania: Wakacyjna przygoda

Opowiadanie „Wakacyjna przygoda” – przykład

Temat: Wakacyjna przygoda

To był upalny lipiec. Po deszczowym czerwcu wszyscy z utęsknieniem wyczekiwali słonecznej pogody i wysokich temperatur. Zuza wiedziała, że wyjazd się uda. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że tak będzie. Jako wolontariuszka wyjeżdżała na wakacje pierwszy raz. I zdecydowała, że to będzie wyjazd z niepełnosprawnymi. Zawsze chciała pomagać innym. Przyszedł dzień, kiedy mogła się w tej nowej roli sprawdzić. Ojciec odwiózł ją na miejsce zbiórki. Przed dworcem PKP czekał już tłum ludzi. Młodzi, roześmiani, niektórzy z nich znali się od dawna. Zuza nieśmiało podeszła i przywitała się z grupą. Kierownik grupy, wysoki z lekką nadwagą facet po czterdziestce, zaprowadził Zuzkę do Niny. Długowłosa blondynka siedziała na wózku inwalidzkim, przeglądając jakiś kolorowy album.

– Nina, poznaj Zuzę. Będziecie razem na turnusie – powiedział szef grupy.

– Cześć! – padło radosne powitanie ze strony Niny.

Uff, będzie dobrze. Chyba się zaprzyjaźnimy – pomyślała Zuzka i podała Ninie rękę. Szybko znalazły wspólny język, a blondynka na wózku opowiedziała swojej nowej opiekunce, co ją czeka w czasie najbliższych dwóch tygodni. Potem przyszedł czas na pakowanie bagażu do pociągu. Wszystko poszło bardzo sprawnie, bo ekipa wolontariuszy liczyła kilku sprytnych i zaradnych chłopaków.

Pociąg odjechał o 19.00. Na miejscu, w Głogowie, mieli być około 23.00, więc wszystkich czekała podróż, podczas której można było zintegrować się. Już po 30 minutach jeden z dzieciaków (Krzyś) musiał wyjść do toalety. Przejścia zastawione były bagażami, wózkami, gdzieś między nimi stały dwa chodziki. Zuza zauważyła, że chłopiec musi przejść koło miejsca, na którym siedzi. Poprosiła bruneta, który siedział za nią, by przesunął bagaże tak, aby zrobić przejście. Paweł, bo tak miał na imię chłopak, przełożył kilka bagaży, ale żeby dostać się do pociągowej toalety musiał też przestawić dwa wózki inwalidzkie. Zwolnił hamulce i przestawił bliżej drzwi. Wtedy bez problemu Krzyś i opiekujący się nim Grzesiek dostali się wąskim przejściem do toalety. Paweł zwrócił uwagę na Zuzę, dlatego postanowił wykorzystać sytuację i zagadać do dziewczyny.

– Pierwszy raz jedziesz? – zagaił.

– A co? Widać? – odpowiedziała Zuzka.

– No trochę jesteś zmieszana, ale jutro poczujesz się jakbyś jeździła z nami całe życie – pocieszał chłopak.

– A ty od jak dawna jesteś wolontariuszem? – zapytała Zuza.

– Od pięciu lat. Wtajemniczę cię jak już zobaczysz grafik dnia – zadeklarował Paweł.

Długo rozmawiali o tym, dlaczego zdecydowali się na takie wyjazdy. Czas płynął bardzo szybko. Kolejne stacje mijały, uczestnicy gawędzili, wspominali poprzedni, zeszłoroczny turnus. Za Wrocławiem wsiedli konduktorzy, by dokonać kontroli biletów. Znowu zrobiło się trochę zamieszania wokół bagaży i wózków, ale nikt nie zwracał na to szczególnej uwagi. Paweł i Zuzka, którzy zajmowali miejsca najbliżej wyjścia, byli zajęci rozmową. Nawet nie zauważyli, że pociąg zbliża się do Głogowa. Na zewnątrz było już ciemno, ciepła lipcowa noc. Podekscytowani młodzi ludzie wypakowywali bagaże z pociągu. I nagle zorientowano się, że brakuje jednego wózka inwalidzkiego. Pech chciał, że był to wózek Niny. Zuzka bardzo się zestresowała. Była pewna, że Niny wózek został zapakowany do pociągu i… przypomniała sobie, że został przestawiany podczas kontroli konduktorów. Paweł szybko zrozumiał, że odblokowany wózek musiał jakimś cudem wypaść z pociągu podczas otwierania jednych z drzwi. Kierownik grupy zachował zimną krew.

– Spokojnie. Wózek znajdziemy, odzyskamy. Teraz ważne, by Nina jakoś dostała się do miejsca noclegu. Musimy przejść około 500 metrów.

Paweł wraz z innym kolegą spontanicznie, bez większego zawahania zaproponowali, że przetransportują Ninę, robiąc ze skrzyżowanych rąk krzesełko. Zuzka trochę odetchnęła, wrzuciła swój plecak na plecy, walizkę Niny do prawej ręki i podążyła za chłopakami. Gdy wszyscy szczęśliwie dotarli do hotelu i zajęli miejsca w pokojach, kierownik zadzwonił na PKP. Opowiedział, co się wydarzyło. Pani na informacji kolejowej przekazała mu dobrą wiadomość. Wózek nie wypadł, ale został przez konduktorów przestawiony o jeden przedział dalej. Znaleziono go i rano, zanim wszyscy wstaną na śniadanie, zostanie dostarczony do hotelu.

Zuzka poinformowana o dobrych wieściach poczuła ulgę. Paweł towarzyszył jej cały czas, pocieszając wraz z Niną, która obrała to wydarzenie za dobrą monetę.

– No i tak właśnie zostałaś ochrzczona na swoim pierwszym turnusie – powiedział Paweł na dobranoc.

Przykład opowiadania: Bezludna wyspa

Opowiadanie „Na bezludnej wyspie nie umiałabym się bez tego obyć…” – przykład

Temat: Na bezludnej wyspie nie umiałabym się bez tego obyć…

Samolot wystartował punktualnie. Zajęłam miejsce przy oknie i czekałam na te fantastyczne widoki, które cieszą moje oko zawsze, gdy udaję się w podróż samolotem. Wzięłam do ręki jedną z tych mało ambitnych babskich gazet, by przejrzeć najnowszy krzyk mody plażowej. Czekały mnie dwa fantastyczne tygodnie w kurorcie nad samym morzem, do plaży było blisko, zatem zakup stroju kąpielowego dopiero mnie czekał. Lot mijał zaskakująco spokojnie. Żadnych nieznośnych dzieci, żadnych marudzących panów, którym było ciasno. Błogo! Nagle kapitan ogłosił przez mikrofon, żeby zapiąć pasy. Ponoć wleciał w jakiś tunel, w którym czekały na samolot niespodziewane i niekorzystne warunki atmosferyczne. Czułam, że zniżamy się. Zerknęłam nerwowo przez okno i zobaczyłam, że znajdujemy się nad oceanem. Samolot coraz niżej, niżej… Nie zdążyłam się zestresować tak, jak pokazują to na filmach. Wpadliśmy do wody. Krzyk pasażerów przeszył każdy zakamarek samolotu. Nie wiem, jak wydostałam się na zewnątrz. Wiedziałam, że jestem w wodzie. Złapałam się jakiejś dużej walizki i zdałam się na los. Słońce zachodziło, a fale poniosły mnie same. Zerwał się silniejszy wiatr i nie miałam szansy się bronić. Popłynęłam. Dryfowałam samotnie. Nawet nie zauważyłam, że nikogo wokół nie ma. Poniosło ich gdzieś indziej. Nie wiem, czy to lepiej, czy nie, ale na horyzoncie pojawił się ląd. Poczułam, że niesie mnie w tamtym kierunku. Zmęczona odetchnęłam. Chyba jestem uratowana.

Dotarłam na ląd resztkami sił. Dziękowałam Bogu, że ktoś zabrał w podróż tak olbrzymią walizkę. Wyczołgałam się na plażę. Przede mną stał olbrzymi bananowiec. Głodna zdobyłam jedzenie. Znalazłam trochę cienia pod jedną z palm i ucięłam sobie drzemkę. Nie mam pojęcia, jak długo spałam, ale obudziłam się zrelaksowana, biorąc pod uwagę, co mnie spotkało kilka godzin wcześniej. Podeszłam bliżej wody, aby zmoczyć stopy. Spojrzałam przed siebie i nikogo na horyzoncie nie było widać. Nie miałam czasu na rozmyślanie. Postanowiłam przespacerować się wokół wyspy i poszukać innych ludzi. Zajęło mi to zaledwie kilka godzin. Nie spotkałam żadnego człowieka. Zrozumiałam, że jestem tutaj sama. „Walizka!” – krzyknęłam. Przecież w niej coś musi być – pomyślałam. Oprócz dużej ilości ubrań znalazłam trochę jedzenia: zupki chińskie, paluszki, wafle kukurydziane. Takie coś na ząb, ale nie na czarną godzinę. Szukałam rzeczy przydatnych, żeby stąd się wydostać i jakoś przetrwać, zanim mnie ktoś uratuje. Tablet z dostępem do sieci spakowany był między ręcznikami. Włączyłam. Działał, ale bateria nie była w stu procentach naładowana. Zalogowałam się portal społecznościowy. Przeczytałam o wypadku samolotu. Nie wgłębiałam się jednak w szczegóły. Do kilku znajomych wysłałam wiadomość. Przekazałam, że jestem na bezludnej wyspie i że proszę o ratunek. Wylogowałam się i wyłączyłam tablet. Musiałam oszczędzać baterię. A szkoda, umiliłby mi czas. W bagażu znalazłam też książkę. „Mitologia” niby znana, ale dla zabicia czasu przyda się – westchnęłam. Zorganizowałam sobie z ręczników i kilku ubrań jakieś legowisko. Nie byłam nauczona spać na piasku. Przyszła pierwsza samotna noc w miejscu, o którym niewiele wciąż wiedziałam. Obudził mnie rześki poranek i pusty żołądek. Przekąsiłam co nieco i poszłam szukać drewna na ognisko. Bez niego nie da się tutaj przeżyć. Zorganizowanie drewna, a potem owoców na drugie śniadanie nie zajęło mi dużo czasu. W zasadzie wszystko mam na wyciągnięcie ręki. Zaczęłam więc lekturę „Mitologii”. Na początek stworzenie świata, bo sama czułam, że w głowie mam jeden wielki chaos. Potem współczułam Demeter, a na końcu uczestniczyłam w sądzie Parysa. Kartka za kartką, bohater za bohaterem i z każdą minutą czułam się mniej samotna. Odłożyłam lekturę na później. Rozpaliłam ognisko i poszłam złowić jakieś ryby na obiad. Zawsze dbałam o figurę, ale teraz zmuszona byłam jeść zdrowo. Ciekawa byłam, czy to długo potrwa, czy na pewno mnie ktoś znajdzie. Po obiedzie sięgnęłam znowu do „Mitologii”. Postanowiłam jednak pilnować, aby ognisko nie zgasło. Pamiętałam z jakiegoś filmu, że to może pomóc w odnalezieniu mnie. Czytałam, czytałam… Orfeusz mnie wzruszył, Syzyf przypominał mnie i pragnęłam w głębi duszy, by był tu ze mną jakiś odważny, zbuntowany Prometeusz. Bałam się. Tak po ludzku się bałam. Gdyby nie mity, to byłabym bardzo samotna i mocniej czułabym strach, a myśli by mnie zadręczyły. Musiałam być silna i czytanie pozwoliło na odepchnięcie złych myśli. Zajrzałam do walizki, żeby wygrzebać jakąś przekąskę. Tablet leżał na wierzchu. Włączyłam. Przeczytałam w wiadomościach od przyjaciół, że akcja ratownicza się rozpoczęła. Napisali też, żebym rozpaliła ognisko, wtedy łatwiej będzie mnie odszukać, bo na oceanie jest kilka wysepek. Poczułam się jak Dedal. Jaka ulga – uśmiechnęłam się sama do siebie. Pobiegłam po kilka kolejnych gałązek i dorzuciłam do ogniska. Potrzebny był mi dym. Zrobiło się go więcej, więcej i więcej. Nie czekałam długo. Wraz zachodem słońca na niebie pojawił się helikopter. Dostrzegli dym, a ja biegałam po plaży, machając białym ręcznikiem, żeby mnie nie przeoczyli. „Tak, taaaaak!” – krzyczałam. „Jestem uratowana” – westchnęłam.

Kilka godzin później wylądowałam na lotnisku w Warszawie. Wysiadłam z samolotu. Otoczyli mnie ciekawi dziennikarze. Byłam jedną z pierwszych uratowanych.

– „Co pani pomogło przeżyć na tej bezludnej wyspie?” – pytali zaciekawieni.

– Książka – odpowiedziałam ku ich zdziwieniu i wsiadłam do taksówki. Wróciłam do domu.

Komentarze

7 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here